Rębków ciekawostki

Nikt już nie wie kto ten wiersz napisał - od tamtych wydarzeń mineło ponad siedemdziesiąt lat - a wiersz jest znany do dziś.

Kilkakrotnie w latach dziewięćdziesiątych spotkałem się z tym, że znali go ludzie w Warszawie! Zachowałem oryginalną pisownię wiersza.

STRASZNA ZBRODNIA BIERNACKIEGO I KARCZMARCZYKA

POPEŁNIONA NA KALECE TALARZE W RĘBKOWIE POD GARWOLINEM
Na brzegu wioski w bogatej chacie
Żyła rodzina szczęśliwa,
Jedyna córka, matka i ojciec
W wszelkie dostatki opływa,
Trzy kilometry za Garwolinem
Jest wioska, Rębków się zowie,
Świeża, pachnąca bzami, jaśminem,
Kwitnąca szczęściem i zdrowiem.
Bardzo wesoło żyją tam ludzie,
Do szczęścia nic im nie trzeba,
Lecz są i tacy, co w ciężkim trudzie
Pracują na ten kęs chleba.
Takim był właśnie Bolesław Talar,
Co szukał pracy u ludzi,
Aby wyżywić matkę staruszkę,
Która co rano go budzi.
U Biemackiego huczy maszyna,
Bo młockę dzisiaj zaczęto,
A przy maszynie Bolko się zwija,
Którego właśnie najęto.
"Hej, prędzej prędzej!" - Biernacki gania
"Cóż tak ostrożnie pracujesz?
Ty, jedynaczko, idź do mieszkania,
Bo sobie rączki pokłujesz."
Wtem krzyk okropny przeszył powietrze,
Upada Bolko zemdlony;
W trybach maszyny ręka zmiażdżona,
On cały we krwi zbroczony.
Długo się leczył leżąc w szpitalu,
Długo boleści łzy cieką:
Rękę odjęto, opuścił szpital,
Wrócił do domu kaleką.
I rzekł ze łzami do Biemackiego:
"Nie przyszłem po zapomogę,
Tylko zwróć koszty leczenia mego
Ja już pracować nie mogę."
"Nie dam grosza ani jednego!
Twą dolą się nie przejmuję.
Idź dokąd zechcesz. Precz z domu mego!
Precz! Bo cię psami wyszczuję!
Skarż mnie do sądu! I szkoda gadać,
Jeśli nie szczędzisz zachodu.
Jam człek bogaty, dam sobie radę,
Ty zdechniesz z nędzy i głodu."
I sąd mu przyznał koszty procesu,
A także koszty leczenia,
Ale Biemacki zaciął się w sobie
Miał serce jakby z kamienia.
I rzecze szeptem do Karczmarczyka:
"Dam ja ci setek niemało. Niech z ręki twojej zginie kaleka
I sprawę zatrzyj tą całą."
A choć Karczmarczyk młody, bogaty,
Jednakże myślał niewiele:
"Prezenty kupię dla swej bogdanki,
Za tydzień moje wesele."
Żenił się właśnie z córką dziedzica,
Hożą, przystojną dziewczyną,
Co go kochała sercem dziewiczym,
Miłością wielką, jedyną.
Przyjął pieniądze z rąk Biemackiego,
Wziął na się rolę Judasza:
Pod płaszcz odświętny ukrył siekierę,
Nucąc wesoło "Czardasza".
Poszedł do Bolka, ścisnął dłoń jego I rzekł mu słowa te krótkie:
"Takim szczęśliwy. Hejże, kolego, Pójdźże dziś ze mną na wódkę!"
Szli do bufetu tuż stacyjnego,
W sercu planował już zdradę:
Wódką upoił nieświadomego,
Sam zaś pił lemoniadę.
I wyszli razem gwarząc wesoło.
Bolko do domu wprost zmierza,
Gdy w tym Karczmarczyk zdradziecko w głowę
Ostrzem siekiery uderza.
Ranny, krwią brocząc, na ziemię opada:
"Ach, com ci winien, kolego?
Życie mi daruj! Przecież ci nigdy
Nie uczyniłem nic złego."
"Próżno ty Bolku, błagasz litości,
Wiem ja, co robię... nie błądzę
Oto dziś rano za głowę twoją
Dał mi Biemacki pieniądze".
" Żegnaj mi, słońce, żegnajcie kwiaty,
Zegnaj mi świecie szeroki.
Ty, matko moja, ujrzysz już tylko
Zmasakrowane me zwłoki".
Do Biemackiego Karczmarczyk bieży,
Skrwawioną niosąc siekierę:
"Oto zabity w kartoflach leży, zgasła już życia iskierka."
Biemacki właśnie wrócił z kościoła
I w ręku trzymał różaniec,
A gdy usłyszał tak straszne słowa
Cieszył się jednak bez granic,
Krwawe swe dłonie ściskali długo,
Radosną wieścią przejęci,
I rzekł Biemacki: "Za tę przysługę
Wdzięczny ci będę do śmierci."
"Nie trzeba mi tu grzeczności prawić,
Dopłać mi resztę i basta!
Umyję ręce, zaraz się bawić
Wesoło idę do miasta."
Z piosenką na ustach, z czołem wzniesionym
Wszedł w miasta gwarne ulice,
Krwawymi dłońmi ściskał znajomych
Podane sobie prawice.
Bawił się w klubie, bawił noc całą,
Nie myśląc o swej ohydzie
Gdy już nad ranem wykryto ciało,
Policja trop w trop już idzie.
A gdy Karczmarczyk za kratą siedzi,
Bolka prowadzą do grobu;
Z krzyżem Biemacki idzie na przedzie,
Ciężką okryty żałobą.
"A gdybym wiedział, kto tak okrutnym
Był dla biednego kaleki,
Tego bym nawet sam tak ukarał,
Że popamiętałby na wieki."
Lecz nie pomogła obłudna maska
Ani wykrętne sposoby,
Wkrótce w kajdany zakuto ptaszka,
Przed sąd stawiono ich obu.
Karczmarczyk nisko pochylił czoło,
Gdy szedł zakuty w kajdany,
Biemacki czelnie kłaniał się w koło,
Znajornym licznie zebranym.
Pan prokurator kary się śmierci
Domagał na tych morderców,
Co nad kaleką tak się zemścili,
Litości nie mając w sercu.
Karczmarczyk będzie do końca życia
W ponurej celi więziony,
Ludwik Biemacki przez lat piętnaście
Nie ujrzy domu ni żony.
I spoglądają na ten świat Boży
Wąskim okienkiem swej celi,
A zaś co rano pod okiem straży
Na krótkie chodzą spacery.
I gdy Biemacki idąc na przedzie
Ponury pochód otwiera,
Karczmarczyk za nim klnąc i złorzecząc
Szatańskim okiem spoziera.
Leżący kamień pochwycił w rękę-
Ćwierć to sekundy nie trwało:
"Masz, Lucyferze, za moją mękę,
Za przyszłość zniszczoną całą!"
Pada Biemacki a z piersi jego
Okrzyk wyrywa się dziki-
Ciężkim kamieniem głowa zmiażdżona,
Aż mózg opryskał trawniki.
"Ty mię nauczył, jak mam zabijać,
Więc nie zadrżała mi ręka;
Ze swego ucznia dumny być możesz
Od razu czaszka ci pękła!"
Nie chciała żona ani rodzina
Zająć się jego pogrzebem,
Bo jakże złożyć ciało mordercy
Pod krzyża święconym drzewem.
I pochowano tam Biernackiego,
Gdzie leżą ciała skazańców,
A nikt nie płakał nad trumną jego,
Nikt nie odmawiał różańców.
Bolka mogiłę kwiaty pokryły,
Cmentarne zioła i trawy;
Biemacki w ziemi, a sam Karczmarczyk
Ponownej czeka rozprawy.
--------------------------
Ciekawastką jest to, że Biernacki najpierw próbował namówić do zabójstwa miescowego hulakę Sęka. Znany był on z licznych burd i bójek ale nie podjął się zabójstwa - co innego bić się a co innego mordować. Dlaczego zgodził się Karczmarczyk? Był bogaty więc co go skłoniło? Lubiał błyszczeć? Z tego co wiem to był to taki człowiek co własnego ojca okradał, żeby móc imponować pieniędzmi. No cóż - nawet w najlepszej rodzinie może trafić się czarna owca.
----------------

Może nie powinno się po latach przypominac tamtych zdarzeń? Może wnukom, prawnukom będzie przykro? Mineło tyle lat, że to już tylko historia która nie obciąża nikogo z żyjących.

 
Stefan Jerzy Siudalski © 2003

powrót dostrony głównej

29.09.2003sjs