Rębków
Stefan Jerzy Siudalski
© 2003

Po latach..
. Miałem rodzinę pod Żelechowem –
powiedział Stary Żyd który po prawie sześćdziesięciu latach
przyjechał z Izraela z synami do Warszawy, do miasta swojego
dzieciństwa. Jerzy który zaprosił Starego Żyda do Polski nie
żył już od kilku lat. Stary Żyd mógł skorzystać z
zaproszenia
dopiero w sześć lat po tym jak poznał Jerzego.
Kto to był Jerzy? Jerzy był z
wykształcenia i zamiłowania pszczelarzem. Jerzy jeździł po całym
Świecie. Jeździł na konferencje pszczelarskie. Był także na
konferencji pszczelarskiej w Izraelu i zawieziono go do kibucu, do
kibucu w którym pszczołami zajmował się Stary Żyd z Polski.
Jerzy umarł na hemofilię. Młody był, chciał żyć, chciał być
przydatny, garnął się do ludzi i do wiedzy i do Świata. Jerzy od
dzieciństwa był chory na hemofilię.
To na hemofilię się umiera? Czasami
tak. Są różne rodzaje hemofilii – Jerzy był chory
na tę
najgroźniejszą odmianę. Byle skaleczenie mogło się skończyć śmiercią.
Te zewnętrzne krwotoki jeszcze można było łatwo opanować, gorzej
jeśli wystąpił krwotok wewnętrzny. Bez szybkiej, fachowej pomocy
Jerzemu groziła śmierć. Jerzy mógł jeszcze żyć wiele lat
lecz
cały ciąg pojedynczych wydarzeń z których każde gdyby
wystąpiło osobno nie byłoby groźne – doprowadził do śmierci
Jerzego.
Jerzego już nie było na tym świecie gdy
Stary Żyd wybrał się do Polski. Wypadło więc na mnie aby zająć się
chociaż kilka dni gośćmi z Izraela. Dziwny ten Stary Żyd. Przyjechał
do Polski z bagażem, jak się wydawało, samych złych wspomnień. Cała
jego rodzina tu zginęła podczas wojny. Ojciec to już we wrześniu 1939
roku zginął podczas bombardowania Warszawy. Matka, dwie siostry nawet
nie wiadomo gdzie i jak zginęły.
„Wiesz Stefan – miałem
rodzinę pod Żelechowem, przypomniał sobie Stary Żyd. Przyjechał
kiedyś do nas do Warszawy mój kuzyn, w moim wieku. Chodził w
okularach i nie rozstawał się z teczką.
Czy ty źle widzisz? - spytał kuzyna.
„Nie”
”To po co ci okulary które
mają tylko zwykłe szkła?”
„A bo ja tak poważniej wyglądam.”
„A co masz w teczce?”
„A nic.”
„To po co z nią chodzisz?”
„A bo ja tak poważniej wyglądam”
Ja też do nich jeździłem na wakacje –
powiedział Stary Żyd. Młyn mieli w Zwoli pod Żelechowem. W balii jako
dziecko pływałem przed zaporą - możesz nas tam zawieźć? Czemu nie
–
to przecież prawie po drodze do Puław.
Jedziemy do Zwoli. „Gdzie tu jest
młyn” – pytam ludzi którzy na polu coś
sprawdzają.
„Gdzie był młyn? A tam po drugiej stronie drogi do Żelechowa
-
fundamenty jeszcze widać.” Rzeczywiści, ledwie ślady po
zaporze, fundamenty po młynie i w wodzie leży koło młyńskie –
ruina. Mały to był młyn bo i Wilga w tamtym miejscu bardziej strumień
który można przeskoczyć przypomina niż rzekę. Chodzimy,
oglądamy - po drugiej stronie rzeczki, na łąkach chodzi starszy
człowiek. Idę do niego.
„Czy wie Pań coś o losach
Zajdenworenów i Nirenbergów którzy tu
w tym
młynie przed wojną mieszkali?”
„A tak, pamiętam Szyję i
dziewczyny. Dziewczyny to tu na łąkach w stogach się ukrywały jak
Getto zlikwidowano.”
„Przeżyły?”
„Tak, dwie dziewczyny przeżyły i
chyba dwóch chłopaków”
„ Z Zajdenworenów czy
Nirenbergów?”
„Z Nirenbergów. Więcej się
Pan dowie u Eugeniusza Miki w Ryczyskach bo on odkupił ten młyn po
wojnie od tych co przeżyli”
„To ten młyn przetrwał wojnę?”
„Tak, dopiero za komuny domiarami
go zniszczono”
Czy to możliwe aby czworo przeżyło
okupację i wojnę z rodziny Starego Żyda? Nie wiedział o tym, przez
tyle lat sądził, że z licznej jego rodziny przeżył tylko on.
Jedziemy dwa kilometry dalej do
Ryczysk. Wchodzimy na podwórko. Pytam o Eugeniusza M.
„Dziadek dziesięć minut temu
pojechał do lekarza do Garwolina. Prosimy do mieszkania. W czym
możemy pomóc?”
„Szukamy informacji o dzieciach
Nirenbergów które ponoć przeżyły wojnę”
„A tak, dziadek po wojnie do
spółki z kilkoma tu ze wsi złożyli się i odkupili od nich
młyn
ale więcej na ten temat to powie dziadek. Wiadomo, że po sprzedaniu
młyna Nirenbergowie zamieszkali w Żelechowie. Chyba jedna dziewczyna
to nawet brała ślub w kościele ale prawdopodobnie część z nich
wyjechała do Francji”
„ Nie do Izraela?”
„Nie wiemy – dziadek może
więcej będzie wiedział”
Jedziemy do Żelechowa. Może jeszcze tam
mieszka ta która brała ślub w kościele? U organisty
zamknięte
i nie wiadomo kiedy będzie. Pytamy ludzi, chętnie odpowiadają,
starają się być pomocni i kierują do kolejnych osób
które
mogą coś wiedzieć. Powoli wchodzimy w koszmar okupacji i wojny, w
czas likwidacji Getta ale i w czas gdy weszli Sowieci – złe
czasy. Okazuje się, że w Żelechowie działa kółko
historyczne.
Sympatyczne Panie starają się pomóc. Od nich dowiaduję się,
że
w okolicy Żelechowa ocalało wielu Żydów. Kierują nas do
nauczycielki która wie z nich najwięcej na temat wydarzeń
związanych z Żydami. Pytam jeszcze na odchodne gdzie się Żydzi
ukrywali, u kogo?
„A tego nie powiemy”
„Dlaczego?”
Pytam o losy tej Żydówki co po
wojnie brała ślub w kościele. Ktoś kieruje do starszej Pani –
może to ona. Nazwisko inne ale to przecież po mężu. Wiek by się
zgadzał ale przecież nie pójdę i nie zapytam: „Czy
Pani
jest Żydówką?” Jak sprawdzić i nie urazić ludzi? W
końcu
przyszedł mi pomysł, przecież wystarczy zapytać czy pochodzi z tych
okolic czy nie? Z pod Stanisławowa - a więc to nie jest stryjeczna
siostra Starego Żyda.
Po kilku dniach dzwonię do Ryczysk do
Pana Eugeniusza czyli tego który odkupił młyn. Notuję imiona
Żydów wpisanych do aktu sprzedaży młyna. Dzwonię do Starego
Żyda który właśnie po zwiedzeniu Puław, Kazimierza, Lublina
i
Krakowa pakuje się do drogi powrotnej – do Izraela. Stary Żyd
zapisuje te dane ale raczej proforma bo nie wierzy, że doprowadzą one
do odnalezienia kogokolwiek z jego rodziny.
Po tygodniu od ich wyjazdu otrzymuję
przez internet list z Izraela od syna Starego Żyda: „U nas
wielki dzień. Myśleliśmy, że jesteśmy sami na Świecie a my mamy
liczną rodzinę...” Po prawie sześćdziesięciu latach odnaleźli
troje z czwórki która przeżyła dzieci
Nirenbergów1.
Dzieci? Starsi ludzie którzy doczekali się nie tylko dzieci
ale i wnuków. Po prawie roku jedenaścioro z tej rodziny
spotkało się w Izraelu. „U nas wielki dzień. Myśleliśmy, że
jesteśmy sami na Świecie a my mamy liczną rodzinę...”
SJS 5 sierpień 2004 roku
powrót
do strony głównej