Do domu, do domu, do ula kliknij
na zdjęcie - dla powiększenia
Dość często spotykałem się z sytuacją gdy wraz z uzyskaniem
uprawnień emerytalnych gwałtownie wzrastały ciągoty do zamieszkania
poza miastem czyli tam gdzie sielsko, anielsko, zielono i przestrzeni
dużo.
Jeden z takich świeżo upieczonych emerytów kupił
gospodarstwo rolne wraz z całym a oddalonym od wsi siedliskiem.
Pieniędzy starczyło także na zakup pasieki.
„Pszczoły przed
domem, będzie miód to i do emerytury będzie co dołożyć, a
tereny ponoć miododajne” - tak rozumował świeżo upieczony
pszczelarz.
Miód to jest wtedy gdy okolica miododajna,
rodziny pszczele są dobrze prowadzone a i pszczelarz wie co i kiedy
można, czego się nie robi i i od jakich czynników zależą
podejmowane działania w pasiece. Wiedza podręcznikowa to za mało by
prowadzić towarową, składająca się z prawie 40 uli pasiekę a źle
prowadzona pasieka to nie tylko małe zbiory miodu – to także
zagrożenie dla pszczelarza a czasami i dla okolicy.
W odległości
prawie 100 metrów od tej pasieki była droga którą
chłopi jeździli na swoje pola. Były to czasy kiedy tylko część
rolników przesiadła się na ciągniki a większość nadal
korzystała z koni. Koń jest duży i silny ale jest bardzo wrażliwy na
jad pszczeli. Ponoć pies więcej jest w stanie użądleń wytrzymać niż
koń. Na domiar złego koński pot drażni pszczoły co może się dla konia
źle skończyć.
Pszczoły jeszcze pięćdziesiąt, siedemdziesiąt lat
temu – żyjące dziko w dziupli mogły spokojnie całymi latami
żyć
bez ingerencji człowieka. Zdarzały się przypadki gdy w powalonym
przez wichurę drzewie w którym od pokoleń gnieździły się
pszczoły znajdowano w zasklepionych plastrach nawet 200 kg miodu!
Dawne to czasy ale i pożytki pszczele wtedy były inne.
Ile dziś
kilometrów trzeba przyjechać aby zobaczyć kwitnącą grykę,
koniczynę, wrzos, rzepak, saladerę, łubin, facelię czy nawet len? Bo
żytko, ziemniaki to prawie wszędzie jest uprawiane – tylko
pszczoły niczego z nich nie przyniosą!
Jak już tak głębokie zmiany
zaszły w strukturze zasiewów to i z pasieką nie można stać w
jednym miejscu tylko trzeba przewozić ule na kolejne pożytki bo nie
tylko miodu nie będzie ale i pszczołom do roju różne pomysły
mogą przychodzić nie całkiem ciekawe. Piszę nie do głowy ale do roju
ponieważ to rój trzeba traktować tak jak jeden organizm
tylko
składający się z tysięcy osobników których zakres
prac
wykonywanych w roju i dla roju jest ściśle związany z wiekiem
pszczoły.
Wiosną najczęściej pożytki są na tyle bogate, że w
dobrym miejscu stojąca pasieka np. blisko rzeki czy lasu daje po
kilka kilogramów towarowego miodu z ula. Kłopoty zaczynają
się tak od
Jana jak wraz z koszonymi łąkami gwałtownie znikają pożytki. Rodziny
pszczele są wtedy skłonne do rójek, bywają złośliwe i
skłonne
do rabunków. Trzeba dużej wiedzy aby wyczuwać co się dzieje
w
pasiece i umieć zapobiegać i przeciwdziałać negatywnym skutkom
gwałtownej zmiany w przyrodzie.
Pasieka zachowuje się jak jedna
społeczność, alarm w jednej rodzinie jest zauważany w pozostałych i
jeśli przyczyna alarmu nie ustępuje to mamy do czynienia z kilkuset
tysiącami pszczół które są skłonne do
natychmiastowego
żądlenia czegoś co się rusza, jest owłosione, pachnie strachem a
jeszcze jak biega i krzyczy to już pożądlenia są murowane. Dla
zwierząt które nie mogą uciec stanowi to śmiertelne
zagrożenie, dla ludzi zwłaszcza jeśli są uczuleni na jad pszczeli
–
też.
Pszczoły sygnalizują na wiele sposobów
stan w jakim
znajduje się ul. Nie trzeba nawet do ula zaglądać aby zorientować się
czy mają pokarm, czy gniazdo nie jest za duże lub zbyt małe, czy były
wcześniej niepokojone lub szykują się do rójki. Obserwacja
wylotka – czyli drzwi do ula, sposób siadania
pszczół
na deseczce wylotka, chodzenie po ściance ula, sposób
wentylowania, reagowanie roju na delikatne stukniecie w ul daje
pszczelarzowi prawie pełny obraz stanu rodziny pszczelej.
Pszczelarzowi - a dla początkującego pszczelarza to tylko nic nie
znaczące znaki dlatego temu naszemu emerytowi zdarzyło się otworzyć w
taki bezpożytkowy czas ul. w którym pszczoły szykowały się
do
rójki. To co po otwarciu ula nastąpiło było nie do
opanowania.
Pszczoły żądląc rzuciły się na intruza – ten zamiast
natychmiast zsunąć ramki i zamknąć ul uciekł pozostawiając pasiekę
swojemu losowi. Pszczoły z innych uli rzuciły się na otwarty ul aby
wyrabować miód , rabowane broniąc swojego zagryzały
rabuśników
lecz ci pchali się od strony pozostawionych rozsuniętych przez
pszczelarza ramek. Pszczoły o normalnej sile są w stanie obronić
swoje zapasy jeśli pilnują ul tylko od strony wylotka – jeśli
ul jest otwarty od strony ramek – są bezradne. Po niecałej
pół
godzinie pozostawiona rodzina pszczela była wyrabowana, przed ulem,
na ziemi poruszały się jeszcze pszczoły konające po
nierównej
walce ale cała pasieka się wściekła i okolica dotychczas bezpieczna,
bezpieczną być przestała.
W taki czas na łąkę po siano jechał
chłop, jechał na wozie ciągniętym przez konia. Już pierwsze użądlenia
spowodowały że koń przestał być sterowalny. Oszalały
zawrócił
do domu gubiąc najpierw gospodarza a na kolejnych dołach, zakrętach i
kamieniach przydrożnych po pozostawiał kolejne, coraz słabiej
trzymające się czym bliżej domu części furmanki.
Koń ledwo
przeżył, chłop zadowolony to on nie był oj nie a i pszczelarz nie
miał powodów do radości. Kto to mógł przewidzieć?
Po
tym wydarzeniu pasieka uzłośliwiła się tak, że nawet pszczelarz był
pędzany przez czatujące na niego już na ścieżce do pasieki pszczoły.
Ki diabeł? Każda próba zbliżenia się do pasieki kończyła się
atakiem pszczół. Nawet przy domu przestało być bezpiecznie a
tak się ładnie zapowiadało. Co z tym zrobić? Nie ma rady - trzeba
pomocy pszczelarza, prawdziwego pszczelarza.
Wezwano pszczelarza.
Przyjechał, idzie do pasieki a tu pszczoły atakują nie tylko po
głowie, rękach ale nawet po skarpetkach! Niedobrze, trzeba inaczej.
Jeśli czatują na tej ścieżce do pasieki to może zapamiętały skąd
przychodził ten co im w ulach bez sensu grzebał? Rzeczywiście,
pszczoły nie atakowały jeśli szło się do pasieki od strony
pól.
Przy pierwszym podejściu dało się nawet zrobić porządek z kilkoma
ulami które były po rozgrzebywane i źle zabezpieczone. Za
drugim podejściem już nawet dało się zajrzeć do jednego z uli lecz
pszczoły były bardzo drażliwe i byle co powodowało atak. Rasa taka
złośliwa? We wszystkich ulach? Niemożliwe, coś je musi dodatkowo
oprócz właściciela i pogody drażnić. Ale co?

W pasiece był
nieprzyjemny zapach. Co może być przyczyną? Zataczając coraz większe
kręgi od pasieki wezwany na ratunek pszczelarz znalazł w końcu
przyczynę smrodu – w miedzy leżał martwy pies -prawdopodobnie
wcześniej zagryziony przez pszczoły.
Padlinę zakopano i już
następnego dnia można było spokojnie przejrzeć dokładnie ule. Po
wypraniu ubrań pszczelarza amatora /te same ubierał do pasieki i do
grzebania w samochodzie/, usunięciu resztek wełny z próchna
a
pszczoły nieznoszą palonej wełny, które było używane jako
paliwo do podkurzacza pasieka nie tylko przestała być zagrożeniem dla
okolicy ale w pogodny czas można było się po niej poruszać bez
kapelusza i specjalnego ubrania.
Gorąco namawiam do hodowli
pszczół - przynajmniej na początek pod okiem doświadczonego
pszczelarza.
30.06.04 ©
SJS